piątek, 17 maja 2013

wtorek, 14 maja 2013

Majówka #5: third outfit

fot. Amelia
Sukienka: Custo Barcelona | kurtka: Venezia (Amelii) | chusta: sh | buty: Riri for RI | krzyżyk: Hultquist | pierścionki: Asos

niedziela, 12 maja 2013

Majówka #4: Warsaw

A oto kolejna część relacji z mojej podróży z Amelią. Drugiego maja dotarłyśmy do Warszawy, która przywitała nas zimnem i niewdzięczną pogodą. Jednak jako niestrudzone podróżniczki nie poddałyśmy się i zaraz po dotarciu do naszego apartamentu wyruszyłyśmy na podbój miasta. Oczywiście nie obyło się bez zdjęć stylizacji. Wszystko zostało uwiecznione, nawet łapanie stopa na przystanku autobusowym.

 
Wieczorem znów nie ominął nas mecz, jednak tym razem zainteresowało nas bardziej coś zupełnie innego. Odkryłyśmy w stolicy pewną niepokojącą modę na noszenie pluszowego szczura w kieszeni na piersi. Osobiście mam nadzieję, że ten przejaw totalnego hipsterstwa nie rozprzestrzeni się w Krakowie ;)
 
Jako krakowianka (pseudo krakowianka z nadmorskimi korzeniami), powinnam darzyć warszawiaków przynajmniej odrobiną niesmaku, jednak muszę przyznać, że nie spotkałam tam ani jednego niemiłego człowieka. Przypadek? Może, ale miłe wspomnienia pozostaną.
Pogoda zmusiła nas do spędzenia prawie całego drugiego dnia pobytu w Złotych Tarasach. Wcześniej jednak nie obyło się bez przepysznego śniadania (z deserem!) i spaceru. Zaskoczył mnie pomysł reklamy LV, który ponoć został mocno skrytykowany m.in. przez mieszkańców Krakowa. Według mnie to bardzo pomysłowa i oryginalna reklama na miarę “nowej Warszawy”. Nazywam ją nową, ponieważ gdy byłam tam jakiś czas temu, nie sprawiała jeszcze wrażenia takiej metropolii jak obecnie. Pomimo to, iż wolę miasta w typie Wrocławia czy Krakowa, to nowe wieżowce zrobiły na mnie ogromne wrażenie.  
Oczywiście , jak na prawdziwe blogerki modowe przystało, nie mogłyśmy pominąć zakupów. Czekają Was więc nowości na blogu :) A mnie kolejne porządki w szafie…  
Trafiły nam się też mniej trafione zakupy, jak te przepiękne, aczkolwiek okropne makaroniki. Uwielbiam te ciasteczka, jednak tym razem nie udało mi się kupić tak smacznych, jak te wiedeńskie.

Wieczór spędziłyśmy na sławetnym Placu Zbawiciela. Z racji tego, że Amelia nie miała jeszcze okazji zobaczyć tego kultowego miejsca, pomimo ohydnej pogody zabrałam ją na wino do Charlotte. W końcu każda szanująca się blogerka musi się pokazać.
Ostatniego dnia zostało nam trochę czasu, który wykorzystałyśmy głównie na co? Oczywiście jedzenie! Wybrałyśmy się do Zapiecka na Alejach Jerozolimskich, gdzie jadłam najpyszniejsze w swoim życiu pierogi (oczywiście pomijając te babcine ;).
Nie mogłam także odpuścić sobie wizyty w bibliotece UW. To moje ulubione miejsce w Warszawie. Pomimo nieciekawych knajpek (powinni zainwestować w coś fajniejszego, w końcu to przepiękne miejsce), to sam budynek i ogród mają nadzwyczajny klimat. To idealne miejsce do odpoczyku, o ile nie przetaczają się przez nie stada turystów, co miało miejsce podczas naszej obecności. 
Biblioteka była ostatnim miejsce na naszej liście. Następny przystanek – Wrocław!

środa, 8 maja 2013

Majówka #2: first outfit


fot. Amelia
katana: Zara | tunika: Somedays Lovin via Asos | buty: Venezia | torebka, pierścionek: RI

poniedziałek, 6 maja 2013

Majówka #1

 Jedna z najlepszych w moim życiu majówek właśnie dobiegła końca. Wyprawa z Amelią z Choccolatte’s Style była cudownym okresem lenistwa, objadania się i ogólnie pojętego chilloutu. Rozpoczęłyśmy ją 6 dni temu, po uprzednim przekopaniu całej szafy w poszukiwaniu czegokolwiek, co do siebie pasuje i będzie można to uwiecznić na zdjęciach (jak rozdawali umiejętność pakowania się, to stanowczo musiałam stać w innej kolejce).  
Pierwszym punktem naszego blogerskiego wypadu był Kazimierz Dolny. Pomimo złej pogody i beznadziejnej nawigacji o imieniu Andrzej (która nawiase mówiąc poprowadziła nas na przeprawę „promową” – o ile promem można nazwać coś, co przypomina tratwę i mieszczą się na tym dwa samochody), dotarłyśmy do celu z jedynie lekkim opóźnieniem.
Choć Kazimierza nie można nazwać według mnie nawet miastem, a miasteczkiem, a moje „Idziemy w miasto!”, wykrzyknięte po przyjeździe, pasuje do niego jak pięść do nosa, to muszę przyznać, że jest jednym z najładniejszych miejsc w Polsce, które dane mi było zobaczyć. Jedną z atrakcji pierwszego dnia pobytu było poszukiwanie restauracji, która zaspokoiłaby potrzeby naszych małych, aczkolwiek bardzo pojemnych żołądków. Na ratunek przybył nam portal Gastronauci, dzięki któremu trafiłyśmy do restauracji Zielona Tawerna, będącej klimatycznym lokalem pełnym pysznego jedzenia. 
Głównym punktem programu był mecz, na który jak każdy szanujący się kibic poszłyśmy do knajpy, aby tam wraz z kilkunastoma innymi osobami oglądać walkę o miejsce w finale Ligii Mistrzów. Tak, my też oglądamy mecze i tak, też pijemy przy tym piwo. Ale z sokiem ;)
Kolejnego dnia, po około pięciu przesunięciach budzika i wstaniu o nieprzyzwoicie późnej porze, spakowałyśmy samochód, by był gotowy do wyruszenia w dalszą podróż i poszłyśmy na śniadanie do uroczej knajpki o nazwie „Knajpa Artystyczna”. Faktycznie, nawet nazwy dań były tam artystyczne. 


Zwiedziłyśmy także dokładniej niż poprzedniego dnia całe centrum, przy okazji natrafiając na klątwę cyganki, usilnie próbującej zaczepić nas na rynku. W końcu wróciłyśmy do naszej Mandarynki (tak też pieszczotliwie nazywam mój samochód) i ruszyłyśmy w kierunku stolicy, tym razem z bólem serca omijając przeprawę przez Wisłę.